Tomaszowskiej strzelnicy
być albo nie być
- To będzie nasz najpiękniejszy i najlepiej przystosowany obiekt w
całym województwie. Na wiosnę już planujemy rozegrać na nim
mistrzostwa wojewódzkie, a później być może
również krajowe - zapewniał jesienią ubiegłego roku Bogdan
Rzeszutek, dyrektor Zarządu Wojewódzkiego Ligi Obrony Kraju
osobiście wizytując miejsce przy ul. św. Antoniego, w którym
grupa zapaleńców starała się reaktywować podupadłą lokowską
strzelnicę. Obiecał daleko idącą pomoc zarówno organizacyjną,
jak i finansową. Młodzi ludzie, aby przejąć obiekt, musieli m.in.
zawiązać miejskie koło LOK. Na jego czele stanęła Monika Malczewska,
dowódca tomaszowskiej Jednostki Strzeleckiej 1002, a członkami
zostali m.in. zawodowi żołnierze z 25 BKPow. oraz strzelcy. - Gdy
weszliśmy po raz pierwszy na ten opuszczony obiekt, opadły nam ręce -
wspomina Dominik Adamkiewicz, członek tomaszowskiego LOK-u i żołnierz
zawodowy. - Przez wiele lat zaniedbań, działań wandali i bezdomnych,
zostało z niego praktycznie rumowisko. Nie zniechęciliśmy się jednak i
zaczęliśmy wspólnie z członkami Związku Strzeleckiego
„Strzelec" działać.
Kosztem wielu wyrzeczeń od 2006 roku grupa młodych ludzi wywiozła z
terenu strzelnicy dwie ciężarówki gruzu, z pomocą straży
pożarnej pozbyła się sadzy po podpaleniach, wycięła krzaki, skosiła
trawę, we własnym zakresie naprawiła niszczone systematycznie betonowe
ogrodzenie. - Od samego początku borykaliśmy się z wieloma problemami.
Częścią terenu zaczęli interesować się liczni i tajemniczy ludzie. To
co udało nam się naprawić, było systematycznie niszczone. Nie czuliśmy
także zbyt wielkiej pomocy ani wsparcia ze strony Zarządu
Wojewódzkiego - mówi Monika Malczewska. - W kolejnym
pożarze częściowemu zniszczeniu uległy materiały gromadzone do remontu
strzelnicy. Wtedy zdecydowaliśmy się na wynajęcie firmy ochroniarskiej.
Pomimo tych wszystkich zabiegów teren wygląda gorzej niż przed
początkiem prac. A do sukcesu było już tak blisko.
- Prace postępowały dynamicznie - mówi Piotr Malczewski. -
Mieliśmy wsparcie lokalnych przedsiębiorców, prezydenta i
licznej grupy życzliwych ludzi. Jednak potrzebowaliśmy również
zastrzyku gotówki, bo wszystkiego nie da się załatwić
społecznie.
Zapaleńcy poprosili władze LOK-u o 6-8 tys. zł na podwyższenie
ogrodzenia. Pieniędzy do tej pory nie dostali. - Uprzedziliśmy
tomaszowskich działaczy, że aby zainwestować w obiekt, potrzebujemy
jego dokładną dokumentację i biznesplan - mówi Bogdan Rzeszutek.
- Dostaliśmy je, ale nie do końca spełniały one oczekiwania Zarządu
Głównego LOK.
Aby sprawę ostatecznie wyjaśnić, przedstawiciele Zarządu Miejskiego LOK
w połowie czerwca sami wybrali się do Warszawy. Zostali przyjęci przez
prezesa Zarządu Głównego LOK Grzegorza Jarząbka. Wynikiem
kilkugodzinnych rozmów była wizyta (24 czerwca) przedstawicieli
LOK w Tomaszowie. - Zarząd Główny nareszcie poparł nasze
działania i zapewnił, że dostaniemy odpowiednie środki finansowe na
uruchomienie strzelnicy - cieszy się Monika Malczewska. - W pierwszej
kolejności musimy podciągnąć prąd i podnieść ogrodzenie. Dopiero wtedy
będziemy mogli naprawić kulochwyty i złożyć u prezydenta wniosek o
wydanie pozwolenia na działalność strzelnicy. Przy okazji wizyty
podjęto także decyzję o wydzierżawieniu części terenu na działalność
gospodarczą. Od ulicy św. Antoniego ma powstać plac manewrowy dla nowo
powstającej szkoły nauki jazdy. - Chcemy, aby strzelnica tutaj powstała
- mówi Eugeniusz Post, dyrektor oddziału biura zarządu w
stolicy. - Widzimy zapał i pracę jaką włożono w odbudowę tej
nieruchomości. Pieniądze o jakie nas proszą są niewielkie, ale musimy
mieć pewność, że projekt się uda i w przyszłości będzie się zwracał.
Tomaszowscy LOK-owcy zapewniają, że już teraz zainteresowanie ze strony
szkół i zakładów pracy działalnością strzelnicy jest
bardzo duże. Obecnie miejskie koło LOK liczy 30 aktywnie działających
członków, pięciu z nich ma uprawnienia do prowadzenia zajęć ze
strzelania.
MarMajs
----
|