Sobótka,
Noc Kupały lub Świętojańska to różne nazwy starego obyczaju i
zabawy ludowej, którą do kalendarza imprez powiatowych włączyła
gmina wiejska Tomaszów.
Najdłuższy dzień,
najkrótsza noc

Na zdjęciu: Nimfy wodne z Budziszewic.
Stało się to pięć lat temu w Smardzewicach. Przez ten czas
sobótkowe spotkania okrzepły, organizatorzy nabrali
doświadczenia i tegoroczna zabawa na nadpilickich błoniach była
najbardziej udana, a wzięła w niej udział największa liczba gości.
Organizatorzy, czyli Gminna Rada Kół Gospodyń Wiejskich,
pracownicy Urzędu Gminy i starostwa, których wspomagali strażacy
z OSP stanęli na wysokości zadania i zabawa była przednia.
Pogoda dopisała. Pierwszy na estradę wszedł zespół Sami Swoi z Twardej, do niego należało ludowe preludium.
Wójt gminy tomaszowskiej Ignacy Niedziałkowski krótko
przywitał zebranych i oddał głos swemu zastępcy Franciszkowi Szmiglowi,
który przywitał oficjeli z województwa, powiatu, miasta i
gminy.
Imprezę z wdziękiem poprowadziły Maria Robak i Marta Wawrzyńczyk.
Tradycyjny konkurs
na najpiękniejszy wianek świętojański wygrało koło KGW z Chorzęcina.
Inne wianki przygotowane przez gospodynie z Gliny, Królowej
Woli, Wykna, Mierzna, Czerniewic, Tarnowskiej Woli, Nowych
Chrustów, Ujazdu i Sokołówki jury, któremu
przewodniczył Jacek Kowalewski z Zarządu Powiatu, oceniło
równorzędnie i wszystkie wyplatające je koła dostały zestawy
naczyń kuchennych ufundowane przez starostwo. Później była już
tylko zabawa w ludowych rytmach. Sami Swoi, Smardzewianie,
Lubochnianie, (tu wielkie brawa dla młodych wykonawców),
Ciebłowianie, Skrzynkowianki, Królowianki - nazwy mówią
skąd są muzycy, tancerze, śpiewacy. I jeszcze zespół ludowy z
Rzeczycy i Ludowiacy od Będkowa - prawie wszystkie utytułowane
nagrodami, wyróżnieniami, medalami na przeglądach i festiwalach.
Estrada jeszcze była pełna śpiewu, muzyki i tańców, a już gminne
stoiska częstowały swojskimi specjałami.
Przerwę w popisach folklorystycznych wypełniło puszczanie
wianków na wodę. Nie tylko tych konkursowych, ale i
indywidualnych, przecież każda panna nie chce stracić okazji, by skusić
los, a nuż jej wianek wyłowi kawaler i będzie wesele. A kawalerka
łowiła, jeden trochę starszy kawaler z Rzeczycy wyłowił kilka, czy to
coś mu pomoże? O takich jak on mówią na wsi, że jak się
wcześniej sam nie ożenił, później go ludzie nie ożenili, to
teraz go i sam diabeł nie ożeni.
Uboczną uciechą obserwujących wodowanie wianków był widok
zmoczonych spódnic, spodni, majtek, bo każda z puszczających
chciałaby jej wianek wyprzedził na wodzie inne i szły na całość, aby
swój popchnąć na bystrzejszy nurt.
Ze zmierzchem zapłonęło ognisko i zabawa trwała do rana. Tylko uważny
obserwator zauważył jak w krzakach znikały panny, a za nimi
kawalerowie. Pewnie szukali kwiatu paproci. Czy znaleźli? Może się
kiedyś dowiemy. Może to będzie za rok na następnych Sobótkach w
Smardzewicach.
J. Pampuch
Z bocznej ławy
Tomaszowianie
przyzwyczajeni, że w wieczór sobótkowy od wielu lat coś
się działo na przystani OSiR licznie odwiedzili w poniedziałek 23
czerwca nadpiliczne tereny. A tam „kiszka z wodą” jak
mówi młodzież, czyli nic. Dziwne to w mieście, gdzie działa pięć
miejskich placówek kultury. W tym taka, co ma wpisaną w statut
etnografię, a sobótkowe obrzędy to element etnografii. Szkoda,
że wielu ludzi wyszło z przystani zawiedzionych, a nie wszyscy mogli i
chcieli jechać do Smardzewic.
----
|