baner tit


 
 

Ponad 350 osób zapłaci mandat za wykroczenia drogowe, jakich dopuścili się ponad dwa miesiące temu. Rekordziści zapłacą nawet 700 złotych i otrzymają 10 punktów karnych.

Narzekają, ale muszą zapłacić 




Straż Miejska wzywa kierowców za taki manewr.


Opóźnienia w egzekucji spowodowane są awarią Centralnej Ewidencji Pojazdów. Niektórzy wzywani kierowcy robią w komendzie awantury i odgrażają się sądem.
Do sytuacji dochodziło przede wszystkim w kwietniu. W tym czasie rozpoczynał się ostatni etap modernizacji ulicy B. Głowackiego przy rondzie Dmowskiego. Mimo zorganizowanych objazdów, „pomysłowi” kierowcy skracali drogę, przejeżdżając przez parking przy sklepie „na rondzie”. Problemu nie było, gdy wjeżdżali od strony ulicy Mościckiego, gdyż znaki na to pozwalały. Jednak ogromna ilość samochodów przemykała w druga stronę. A tam stał znak zakazu wjazdu. Mimo to kierowcy jechali dalej. I tutaj najczęściej popełniali dwa wykroczenia: jazdy pod zakaz (500 złotych mandatu i 5 punktów karnych), a ci, którzy skręcali w lewo, przekraczali ponadto linię podwójną ciągłą (kolejne 200 złotych i 5 punktów karnych).

Początkowo mandaty wlepiali policjanci, później jednak kierowcy nie byli już zatrzymywani. Wszystko rejestrowała bowiem kamera Straży Miejskiej zainstalowana na kamienicy u zbiegu ulic Mireckiego i Nowowiejskiej. W sumie zdjęcia zostały zrobione ponad 350 pojazdom.
Dzisiaj ich właściciele są wzywani po odbiór mandatów. Już teraz wielu z nich ma pretensję nie tylko do straży.

– Gdy trwają prace remontowe, powinny być zorganizowane takie objazdy, aby to nam – mieszkańcom - było jak najłatwiej się przemieszczać – mówi jeden z zarejestrowanych. – Droga przez ten parking była najłatwiejsza. Tego jednak nikt nie uwzględnił. A Straż Miejska tylko czyhała na okazję – dodaje.
Zaprzecza temu Piotr Remisz, komendant SM. – Na nikogo nie czyhaliśmy – wyjaśnia. – Zdjęcia były robione tylko podczas normalnej pracy kamery. Jeżeli akurat obejmowała ona to miejsce, a strażnik zauważył wykroczenie, to wykonywał zdjęcie. Zapewniam, że gdybyśmy nastawiali się tylko na robienie zdjęć, mielibyśmy ich o wiele więcej.
Jak dodaje P. Remisz, objazd tym miejscem nie był zorganizowany. Stał znak zakazu wjazdu, a więc wyjeżdżanie spod niego było zagrożeniem dla innych uczestników ruchu drogowego.

Dochodziło również do innych ekscesów. Jeden z kierowców łamiących przepisy, zwymyślał prawidłowo jadącego komendanta SM, że zajeżdża mu drogę.
Inny frustrat, gdy zobaczył znak zakazu, wyszedł z auta i go zdjął. Udało się go namierzyć. W ramach kary musiał wrócić i założyć go na nowo.
To wszystko jednak nie przekonuje tych, którzy muszą płacić. Niektórzy zapowiadają, że mandatu nie przyjmą. W takim przypadku sprawa trafi do sądu grodzkiego.
war

----



Umożliwiamy Państwu kontakt z nami za pośrednictwem formularza
bezpośrednio ze strony
.

Skomentuj artykuł

 

 

  pasek dolny