Bilans powyborczy
Nie starczyło miejsc do raju,
Wszystkim chętnym w naszym kraju.
Przeszedł setkom obok… urny,
Wymarzony pułap górny.
A ogromne miała wzięcie
Fucha w europarlamencie.
Chłopy jurne, niczym dęby,
Porozdziawiali gęby,
W ten czerwcowy wieczór – ano,
Bo ich, kurna, nie wybrano!
Stoją jak te słupy soli.
Ach jak serce krwawi, boli!
Nowe twarze, wyjadacze,
Ten przeklina, tamten płacze,
Jeden milczy, dwóch zawodzi,
Z ciosem trudno się pogodzić.
Żal za rajem wzmaga jęki,
Był na wyciągnięcie ręki.
Płacz by objął Polskę całą,
Lecz niektórym się udało,
Ci nie łkają, im wesoło,
Roześmiane twarze wkoło.
Rżą wybrańcy jeden w jeden.
Wszak strasburski dla nich eden.
Ten szczęśliwy, ten rwie włosy,
Kandydatów różne losy.
Zmienność uczuć i humorów,
Dziś za sprawą są wyborów.
Pijani szczęściem i z goryczy,
Tak, jak sobie lud zażyczył.
Z demokracją tak już bywa,
Że przynosi różne żniwa.
Jednym uśmiech, tryumf, radość,
Drugim smutek, z niego bladość.
W demokracji, żadną drogą,
Wygrać wszyscy, ot nie mogą.
Finał dzisiaj, zamiast kwiatów,
Dla wczorajszych kandydatów:
Kto dziś wygrał niech się cieszy,
Do zaszczytów niechaj spieszy.
Kto zaś przegrał – nie ma cudu,
Taka była wola ludu.
Nie martw się pan, proszę pana!
Już niedługo będzie zmiana.
Andrzej
Dynkiewicz